O mnie

O tym, by zacząć pisać myślałem od wielu miesięcy. I oto w końcu stało się.  Nazywam się Rafał Zawiślak, od 40 lat mieszkam na południu Polski. Żonaty.

Od początku moich zainteresowań komputerami, szybko przekonałem się co do Windows. To były czasy, gdy Microsoft całkowicie dominował na rynku z produktem, który, co prawda odegrał wielką rolę na rynku, ale do najlepszych nie należał. Jak większość zaczynałem od DOSa, później Windows 3, 3.1… Wyjąwszy chwilowe zauroczenie Windowsem 95, dość szybko porzuciłem go na rzecz OS/2 Warp 4. Na kilka lat stał się on moim podstawowym narzędziem pracy, działałem w lokalnej, polskiej grupie miłośników tego systemu, zajmując się tworzeniem FAQ (opisem najczęściej występujących problemów). W Warpie było coś buntowniczego, co trafiało do mnie, mimo, że nie grzeszył stabilnością. Gdy stało się jasne, że umiera (nawet po wypuszczeniu Warp Server for eBusiness), postanowiłem spróbować czegoś innego. Maków.

To był czas powrotu -po paroletnim wygnaniu- Jobsa do Apple. Nawet w naszej branżowej prasie (MacWord, Digit, PC Word, Chip, Enter), pojawiały się pierwsze reklamy iMaków, krążyły informacje o mitycznym nowym systemie opartym o MacOSX.

To był rok 2001, Internet po pierwszym boomie nieco ostygł, pojawiły się w nim strony wielkich firm, a ja stałem się ich ofiarą i właścicielem pierwszego swojego Maka – Powerbooka 1400CS. Pracował pod kontrolą klasycznego MacOS 7.6. Kilka miesięcy później nabyłem iMaka G3. Dokładnie pamiętam dzień, kiedy kupiłem po raz pierwszy na Allegro pudełko z systemem 10.0. To była moja pierwsza transakcja, pierwszy pozytywny komentarz. Później niejaki Marian Lipka z katowickiego AppLandu instalował mi kolejne edycje systemu. Od tego czasu jestem wierny applowej platformie. Do dziś.

W duchu MacUsera wychowywałem się jako raczej bierny czytelnik Listy Dyskusyjnej Szarlotka. Do dziś autorytetami w dziedzinie Apple’a pozostają tacy ludzie jak Taryk A-H, Grzegorz R, Jurek zwany Terminatorem lub Nadredaktorem, Jaromir, Krzysztof LO.  Szlify zbierałem również w Usenecie na polskich grupach poświęconych Applowi. Z wypiekami na twarzy polowałem na wydawanego przez Piotra Ciupińskiego MacMaga – do dziś wszystkie numery leżą w mojej biblioteczce. Byliśmy straszną niszą, malutkim światem otwartym na pomoc innym, nowym konwertytom. Przykładowo w katowickim KDS-ie Taryk przegrywał aktualizacje do mojego MaOSX, bo miał szybki Internet. Plik 300 MB zgrywał się jedynie przez pół godziny, następnie nagrywany był na CD. Internet w domach był wtedy jeszcze zbyt wolny lub u wielu wdzwanialny via TPSA 0202122. Zamierzchle czasy.

Kilka lat później pojawił się on. iPhone. Świat zaczął na jego punkcie wariować, jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać nowe strony. Pojawiły się pierwsze reklamy z jabłkiem na polskich ulicach. Szarlotka szalała, nie dostrzegając, że punkt ciężkości przenosi się do nowych mediów, for, blogów. Pamiętam świat przed Pawłem Nowakiem czy iMagazine. Warto nadmienić, że samo MyApple Tomka Wyki stało się kuźnią kolejnych wielkich osób w świecie makowym. Bez nich nie było by MacKozera, Kingi, Przemków, Norberta, Dominika, Wojtka czy wielu innych nie wymienionych z imienia i nazwiska.

Ten czas był rownież ważny dla mojego własnego rozwoju. Gdy kupowałem pierwszego Maka kończyłem studia, zaczynałem pracę. Dziś, po parunastu latach odpowiadam za sprzęt w swojej firmie: 20 komputerów Apple i ok. 40 pecetów, dawniej zwanych IBM-ami. OD czasu do czasu pisuję do „IT w Edukacji”, głównie o tematyce applowej. Tutaj postanowiłem przedstawić własne, subiektywne myśli o nowych technologiach. Żadnych przedruków, tłumaczeń i nie tylko o Apple. Świat jest na tyle kolorowy, że nie możemy się ograniczać, nawet jeśli coś bardziej lub mniej lubimy. Technologie to technologie. Znaczek mniej ważny.

Ciekawe jak długo mi się uda?

Zachęcam do opiniowania, komentowania, informacji zwrotnej, nawet jeśli będzie krytyczna. 🙂